Walka z bezrobociem, czy z bezrobotnymi?

Ruszyły programy aktywizujące osoby bezrobotne przez prywatne firmy. Miało być pięknie, a jest jak zwykle. Jak ćwierkają ptaszki, doradcy walczą nie tyle z bezrobociem, co z samymi bezrobotnymi.

W kilku województwach ruszyły już programy masowej aktywizacji osób długotrwale bezrobotnych, o których pisałem w swoim wcześniejszym wpisie. W niektórych zakończył się już pierwszy etap aktywizacji, czyli diagnoza uczestników i doradcy zabierają się z zapałem za realizację głównego celu programu, czyli znalezienie zatrudnienia bezrobotnym.  Jak donoszą moi szpiedzy, pojawiają się jednak problemy, z którymi muszą się zmierzyć prywatne agencje i jak jestem przekonany, zwrócić należny szacunek urzędom pracy. Jakie to problemy?



Znikający bezrobotni
Programy aktywizacyjne są obowiązkowe dla bezrobotnych wytypowanych przez urzędy pracy, przez co nastawienie bezrobotnych do udziału w tych programach jest  negatywne. Gdy dowiadują się, że przez najbliższe kilkanaście miesięcy będą często dręczeni przez ośrodki aktywizacji, to rezygnują z udziału. Tym samym są wyrejestrowywani z rejestru bezrobotnych i tracą prawo do ubezpieczenia zdrowotnego.  A dla obrotnego bezrobotnego to żaden problem. Dołączają się do ubezpieczenia małżonka lub zawierają ze znajomym umowę zlecenie na  100 zł i dalej są objęci ubezpieczeniem. Znikający bezrobotni stanowią duży problem dla realizujących programy. Bo dezorganizują pracę, opóźniają proces (trzeba czekać na zastępczego uczestnika). W niektórych powiatach problem jest na tyle poważny, że stanowi zagrożenie dla pierwszego etapu realizacji programu. Zdziwiony? Nie bardzo. To nie Wielka Brytania, że bezrobotny ma za wiele zasiłków do stracenia,  żeby zmuszać się do udziału w aktywizacji. Nie chce mu się chodzić do ośrodka, to po prostu znika. Znika też z rejestrów bezrobotnych, przez co “realnie” spada liczba zarejestrowanych bezrobotnych.
Praca? Nie dziękuję
Podstawowym błędem jest założenie, że każdy bezrobotny marzy o zatrudnieniu. Zwłaszcza z minimalnym wynagrodzeniem brutto i dojazdem do pracy zajmującym godzinę w jedną stronę na trzy zmiany. A takiej pracy w Polsce jest w bród, ale mało kto chce ją podejmować. Bardziej opłaca się pracować na czarno lub żywić się powietrzem.
Problemy obiektywne
Do tego dochodzą realne problemy bezrobotnych. Jak ktoś mieszka we wsi, nie ma samochodu, a pekaes odchodzi raz w tygodniu, to nie dojedzie na spotkanie, a tym bardziej  nie stawi się do pracy. Oczywiście, złej baletnicy przeszkadza rąbek od spódnicy, ale brak publicznej komunikacji i taniego zakwaterowania w miejscowościach gdzie praca jest stanowi obiektywną przeszkodę. Może warto więc dopłacać do transportu publicznego, a może hotele robotnicze to nie był taki zły pomysł? Niewidzialna ręka rynku najwyraźniej potrafi wyjąc nam portfel z kieszeni, ale w mało dochodowe przedsięwzięcia nie wchodzi.
Problemy kadrowe
No i jeszcze problemy kadrowe ośrodków. Po prostu – brakuje doradców. Programy wyssały z rynku wszystkich zainteresowanych i spełniających określone w SIWZ-ach warunki. Niebawem zacznie się rotacja doradców i co wtedy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *