Przemysł motywacyjny – śmiechu warte, czy ten kto się śmieje ten się śmieje ostatni?

Obecnie obserwujemy w Polsce wysyp różnego rodzaju coachów, mentorów, trenerów NLP, mówców motywacyjnych, którzy starają się nam nieboraczkom poprawić życie. Nie jest to nowe zjawisko, na świecie przemysł motywacyjny funkcjonuje od kilkudziesięciu lat. Moim zdaniem w większości przypadków jest wyłudzanie pieniędzy i zachowanie graniczące z sekciarstwem.

Nie każdy “coach” to coach
Ostatnimi czasy namnożyło się w Polsce różnego rodzaju coachów. Nie ma już doradców zawodowych, są za to coachowie kariery. Nie ma już doradców wizerunkowych, są za to coachowie wizerunku. W Internecie natknąłem się nawet na trenera psów, który określił się mianem coacha zwierząt.  Pomijam fakt, że “coach” w wielu takich przypadkach brzmi groteskowo, to jeszcze używanie przez niektórych osobników takiego określenia mocna mija się z prawdą. Coaching to nic innego niż techniki rozmowy, które mają doprowadzić u rozmówcy-klienta do wydobycia ze swojego wnętrza potrzebnej energii do działania lub pomoc w podjęciu decyzji. Są określone techniki coachingu, są też stowarzyszenia, które potwierdzają swoim członkom ich kompetencje w zakresie coachingu. Jednak coaching nie jest w żaden sposób prawnie uregulowany, tak więc każdy może się określić mianem coacha. Nie masz pojęcia o doradztwie zawodowym? Zostań coachem kariery.
Nie jestem krytykiem coachingu, wręcz przeciwnie, staram się czasami pracować na modelu TGROW, chociaż nie czuję się w tym obszarze ekspertem. W gronie osób zajmujących się profesjonalnie coachingiem można spotkać ludzi, którzy faktycznie wnoszą jakąś wartość w nasze życie.  W wielu firmach korzysta się z pomocy coachów, na przykład jako pomoc w podejmowaniu decyzji przez pracowników. Topowi biznesmeni przyznają się do pracy z coachami i wysoko oceniają pracę z nimi. Zaryzykuję jednak tezę, że większość to jednak zwykli wyłudzacze pieniędzy, którzy bazują na ludzkiej nieświadomości. Ponieważ dla wielu osób coach kojarzy się z jakimś guru z pogranicza psychologii i zjawisk paranormalnych, to skłonni są płacić po kilkaset złotych za sesję by podnieść swoje samopoczucie. Trudno, jest popyt to jest i podaż. Na szczęście profesjonalni coachowie sami odżegnują się od szarlatanów, a i coraz więcej osób ma po prostu niezłą bekę z “coachów”, jak choćby na tym facebookowym profilu.
Jesteś biedny? To twoja wina
O wiele bardziej niebezpieczni są różnoracy trenerzy rozwoju osobistego. Rozwój osobisty to słowo klucz w przemyśle motywacyjnym. Bo przecież każdy z nas musi być po prostu lepszy, szczęśliwszy, bogatszy.  Nie masz czasu dla dzieci bo za dużo pracujesz? Nie ma problemu, trener rozwoju osobistego nauczy cię, jak z kartką papieru wyznaczać sobie cele i planować czas. Na przykład, w poniedziałek od 16.15 do 17.10 bawisz się z dzieckiem w Monopoly. O 17.15 przytulasz się do żony i mówisz, że ją kochasz. O 17.30 siadasz przed laptopem i pracujesz, by o 19.10 przeczytać dziecku bajkę (7-8 minut). Dzięki temu osiągniesz work-life balance.
Jesteś biedny? To po prostu zmień sposób myślenia. Trener pokaże ci, co różni ludzi bogatych od biednych. Mentalność, moi drodzy. Udowodniono, że bogaci przeznaczają więcej czasu na rozwój osobisty niż biedni. Zacznij słuchać więcej audiobooków, to nim się spostrzeżesz będziesz bogaty.
Nie ma obszaru życia, w którym nie znajdzie się ktoś, kto za pieniądze pokaże ci jak żyć. Są trenerzy wyspecjalizowani, tacy jak na przykład Robert Kiyosaki, który jest guru w zakresie budowania bogactwa. W swojej kultowej książce “Bogaty ojciec, biedny ojciec” tłumaczy, jak osiągnąć dochód pasywny i żyć pełnią życia. Przecież to takie proste. Kupujesz jedno mieszkanie tanio, sprzedajesz je drożej. Kilka takich transakcji i masz dwa mieszkania, a potem trzy, cztery. No i żyjesz sobie z wynajmu.  Działasz w MLM? Nie trać czasu na pierdoły typu wypoczynek lub rodzina (w innym miejscu ten sam trener będzie ci mówił, żebyś nie zaniedbywał rodziny) tylko umawiaj spotkania, a sukces w postaci dochodu pasywnego jest już tuż za rogiem. Co prawda krytycy mówią, że Kiyosaki wzbogacił się na tłumaczeniu innym ludziom, jak mają zostać bogaci, ale jak mawiał Wilk z Wallstreet – jak pniesz się do góry zawsze znajdzie się jakaś menda, która będzie chciała cię ściągnąć w dół.
Przerażające jest to, że wiele osób przywiązuje się do swoich guru na długi czas. Są w stanie płacić po kilkaset lub kilka tysięcy złotych, by być na spotkaniu ze swoim idolem. Jeżdżą za nimi w trasy niczym entourage. Ładują swoje baterie energią płynącą z ust guru. Są ludzie uwiedzeni naukami Kiyosakiego i pasjami robią sobie zdjęcia na tle Mercedesów z podpisami “Już za rok taki będzie mój!”. Spotkania motywacyjne traktują jak niedzielną mszę.
Swego czasu obserwowałem na facebooku kilku legendarnych motywatorów. Brian Tracy codziennie zarzucał mi jakieś złote myśli na poziomie Paulo Coelho. Mamy też polskiego guru – Mateusza Grzesiaka. Ten pan ma coś do powiedzenia praktycznie na każdy temat. Hodujesz drób? Z jego pomocą będziesz to robił lepiej. Poucza kobiety jak być bardziej kobiecymi, ojców jak być lepszymi, a wszystkich jak być szczęśliwymi i bogatymi. Ma wierne grono fanów, które za wszelki przejaw krytyki cię zlinczują. Ok, nie mój cyrk, nie moje małpy.
Krytykuję? No może trochę. Jestem jednak na tyle stary, że pamiętam seanse z Kaszpirowskim. Przychodziło na nie wiele osób z nadzieją na uzdrowienie. Mam wrażenie, że w wielu przypadkach nie ma większej różnicy między Kaszpirowskim, a guru motywacyjnymi. Tam przychodzili ludzie po nadzieję, i tu przychodzą ludzie po nadzieję. Pamiętajmy jednak, że sesja motywacyjna za kilkaset złotych nie naprawi nam życia, zwłaszcza jak mamy problem z pieniędzmi.

2 thoughts on “Przemysł motywacyjny – śmiechu warte, czy ten kto się śmieje ten się śmieje ostatni?

  • Sierpień 19, 2017 at 2:00 pm
    Permalink

    Dzień dobry. Chciałabym się zapytać, które studia by Pan doradził: fizjoterapie na AWF we Wrocławiu czy finanse i rachunkowość na Politechnice Częstochowskiej? Z góry dziękuję.

    Reply
    • Sierpień 19, 2017 at 4:40 pm
      Permalink

      Pani Jolu, trudno mi powiedzieć, bo Pani nie znam. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że finansistów jest na rynku dużo, a na fizjoterapię będzie narastało zapotrzebowanie. Dpo tego liczy się lokalizacja – Wrocław jest bardziej atrakcyjnym rynkiem pracy i bliżej stamtąd do Niemiec.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *