Aktywizacja bezrobotnych przez agencje. Czy to może się udać?

Już za kilka miesięcy w całym kraju prywatne agencje zatrudnienia podejmą się na wielką skalę aktywizacji bezrobotnych . Niebawem rozstrzygną się rozpisane przetargi i dowiemy się, jakie firmy zmierzą się z zadaniem, z którym nie dawały sobie rady urzędy pracy. Ponieważ miałem szansę pracować przy jednym z pilotażowych projektów w ramach “Partnerstwa dla Pracy” pozwólcie, że podzielę się z wami garścią spostrzeżeń.

“Wykaż się, jak powiedziała caryca do swojego kozaka”
Nowelizacja Ustawy o promocji zatrudnienia wprowadza do polskiej rzeczywistości nowe narzędzie aktywizujące osoby długotrwale bezrobotne. W ramach partnerstw publiczno-prywatnych, agencje pracy podejmą się próby zatrudnienia osób bezrobotnych o najtrudniejszych profilach, czyli z drugiego i trzeciego koszyka.
Jest to rozwiązanie stosowane od lat w innych państwach. Polska wzoruje się w tym zakresie na doświadczeniu brytyjskim. W największym skrócie wygląda to tak: do agencji, która wygrała przetarg kierowane są z urzędów pracy osoby długotrwale bezrobotne. Należy przy tym zaznaczyć, że będą to najcięższe przypadki – takie, z którymi przez wiele lat urzędy pracy nie dawały sobie rady. Rolą agencji będzie doprowadzenie do zatrudnienia przynajmniej połowy ze skierowanych na okres dwóch tygodni,  z czego określony procent ma utrzymać zatrudnienie przez 3 miesiące. Dodatkowy bonus finansowy agencje otrzymają w przypadku, gdy uczestnik projektu utrzyma zatrudnienie powyżej 6 miesięcy.



W porównaniu z Wielką Brytanią poprzeczka postawiona agencjom w naszym kraju jest bardzo wysoko. Tam zakłada się, że agencje będą w  stanie zaktywizować ok. 30% uczestników, a u nas, przy naszym rynku pracy pełnym patologii, zakłada się 50% skuteczność.
Nastąpi więc ciekawa wymiana – urzędy pracy skupią się na najłatwiejszych przypadkach bezrobotnych z pierwszego profilu, zaś agencje pracy otrzymają najtrudniejszych klientów. Będzie to zapewne ciekawe doświadczenie dla obu stron. Prywatne firmy, krytykujące nieefektywność urzędów, na własnej skórze poczują co oznacza praca z bezrobotnymi, zaś urzędy pracy zatrzymają sobie “śmietankę”. Paradoksem jest to, że do tej pory agencje zatrudnienia pracowały z najlepszymi kandydatami na rynku, a urzędy pracy przez kilkanaście lat szkoliły swoich doradców i pośredników do pracy z najcięższymi klientami. Nie szkoda było wydawać pieniędzy publicznych na doskonalenie kadry w urzędach pracy? Inwestować w szkolenia oraz we wdrażanie metod skierowanych właśnie do pracy z osobami długotrwale bezrobotnymi?
A teraz liczby – w każdym województwie zwycięska agencja będzie aktywizowała nawet do 1500 długotrwale bezrobotnych. Aktywizacja takiej liczby uczestników przez kilkanaście miesięcy  wymaga powołania do życia w kilku powiatach ośrodków aktywizacyjnych, zatrudnienia kilkudziesięcioosobowej kadry doradców i pracowników administracyjnych. Do tego dochodzi wysokie wadium przetargowe. W konsekwencji do projektów tych mogą przystąpić tylko najwięksi gracze. Mali mogą starać się jedynie o podwykonawstwo. A szkoda, bo mała lokalna organizacja pozarządowa lub agencja znająca lokalny rynek pracy na wylot mogłaby z powodzeniem zająć się aktywizacją, powiedzmy, 100-200 bezrobotnych.
Tak czy inaczej agencje pracy będą mogły się wykazać. I widzę to raczej w szarych kolorach.
Projekty funkcjonują w nadrzeczywistości
Co ciekawe i typowe dla naszego kraju, nowelizacja ustawy o promocji zatrudnienia została uchwalona przez zakończeniem się projektów pilotażowych testujących te rozwiązania. Ministerstwo nie skorzystało więc z doświadczeń firm z pilotażów i wpisało do ustawy z góry wymyślone reguły. W takiej sytuacji pilotaże musiały się udać, bo przecież w polskich realiach pilotaże nie mają testować rozwiązań, a jedynie potwierdzać, że “słuszną linię ma nasza władza”.
Kilka lat temu miał miejsce prepilotaż w Gdańsku. I zakończył się całkowitą porazką. Agencja Randstad nie była w stanie zarządzić skierowanymi bezrobotnymi i ze 300 uczestników jedynie 2 podjęło zatrudnienie. Pilotaże zakończone w zeszłym roku zrealizowały co prawda założone rezultaty, jednakże otrzymane wyniki były w większości nietrwałe i nie wpłynęły znacząco na lokalne rynki pracy.
Teoretycznie partnerstwa dla pracy będą działały na dwóch modelach lokalnego rynku pracy: w miastach, gdzie łatwiej o zatrudnienie, bo jest duża liczba pracodawców oraz w powiatach o wysokiej stopie bezrobocia, gdzie pracodawców jest mało. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że łatwiej będzie zrealizować projekt w dużych miastach. W praktyce nie będzie większej różnicy – i tu, i tu będzie równie ciężko.
Ustalmy bowiem coś na początku. To nie pośrednicy pracy tworzą miejsca pracy, a pracodawcy. Pośrednicy prywatni może i są bardziej skuteczni w docieraniu do wakatów niż urzędy pracy, ale samej pracy nie wyczarują. Mogą jedynie doprowadzić do sytuacji, że na ograniczonym rynku pracy ich kandydaci wyprą po prostu inne osoby z danej pracy i będzie to gra o sumie zerowej. No chyba, że w ciągu najbliższych miesięcy nastąpi w Polsce boom gospodarczy i pracodawcy będą tworzyli miejsca pracy na potęgę.
I drugie spostrzeżenie. Ludzie są bezrobotni z wielu powodów. Nie tylko dlatego, że na rynku nie ma pracy, ale.. tu lista jest długa. Bo na przykład pracują na “czarno” z powodów alimentacyjnych. Bo nie mają jak dojechać do pracy i wrócić, gdyż z ich wsi pekaes jeździ raz na tydzień. Bo są w ciężkiej sytuacji życiowej. Bo im się po prostu nie chce pracować.
Partnerstwa będą więc funkcjonowały w bolesnej rzeczywistości, a będą musiały osiągnąć cele z nadrzeczywistości. Trzeba będzie przecież pokazać, że ministerstwo miało “słuszną koncepcję”, pracy w naszym kraju jest w bród, a marzeniem każdego człowieka jest pracować 30 km od swojej wsi, na 3 zmiany, za minimalną krajową.
A do tego będą konkurowali na rynku z urzędami pracy. Urzędy pracy po nowelizacji ustawy zostawiają sobie bowiem najłatwiejsze przypadki (osoby, które przyjdą na moment zarejestrować się w urzędzie  same sobie znajdą pracę) oraz osoby z drugim profilem, którym są w stanie zaoferować wszelkie dostępne formy wsparcia – dotacje na działalność, bony stażowe, bony zatrudnieniowe, zwroty kosztów dojazdu i inne. Tych  form wsparcia uczestnicy partnerstw będą pozbawieni.
Jak myślicie – czy pracodawca chętniej przyjmie do pracy absolwenta, za którego będzie co miesiąc otrzymywał dofinansowanie z Funduszu Pracy, czy styranego życiem długotrwale bezrobotnego z przedziału wiekowego 50+, którego zatrudnienia agencja pracy nie będzie w stanie finansować?
Działając w ten sam sposób nie oczekujmy odmiennych rezultatów
Powodzenie Partnerstw będzie w dużej mierze zależało od podejścia wojewódzkich i powiatowych urzędów pracy. Jeśli powiatowe urzędy pracy wyjdą z założenia, że ” nie będzie mi tu taki pokazówki robił”, to skierują do projektu uczestników z piekła rodem na zasadzie “Ooo, pan Józek to jest gigant!  Wyślijmy go do nich, to będzie ubaw”.
A jeśli wojewódzkie urzędy skupią się na detalach, a nie będą widziały całości, to za wszelką cenę będą starały się maksymalnie zbiurokratyzować Partnerstwa i uczynić z nich PUP-y Bis. “Jak to, to można aktywizować bezrobotnych bez zbędnych papierów?” WUP-y mają doświadczenie w kontrolowaniu projektów PO KL-owskich i obawiam się, że będą chciały powielić schematy w Partnerstwach:
“Po przeprowadzonej kontroli stwierdza się,  że na stronie 73 załącznika 2 do załącznika 3 dokumentu głównego napisano słowo “tudzież”, a z ustaleń jasno wynika, że miało być “azaliż”. Prosimy więc o natychmiastowe wprowadzenie planu naprawczego, w przeciwnym razie nie uznamy wam 100 zatrudnień”.
“Jeśli chcesz zjeść kiełbasę, to nie zaglądaj do kuchni”
A teraz najlepsze. Jestem przekonany, że w większości przypadków agencje wyjdą obronną ręką. Mogę się założyć, że nie uda im się zrealizować w całości celu utrzymania uczestników w pracy przez minimum 3 miesiące, ale do dwutygodniowych zatrudnień doprowadzą i jakiś tam efekt będzie.
Dlaczego? Bo w odróżnieniu od urzędników z pup-ów, kierownicy projektu będą przez kilkanaście miesięcy kładli się spać z myślą o bezrobotnych i budzić się z tą myślą. A śnić im się będą, hm, bezrobotni. Polska jest bowiem krajem, w którym paradoksalnie firmy zamiast bogacić się na zleceniach rządowych, to ogłaszają przez nie bankructwo (patrz autostrady). W związku z czym prywatne firmy zrobią szpagat na linie rozciągniętej nad Wielkim Kanionem w Kolorado, by doprowadzić bezrobotnych do zatrudnienia i nie zwracać pieniędzy. Jak to zrobią – niech to pozostanie ich słodką tajemnicą. Nie spodziewajmy się jednak długotrwałych i spektakularnych sukcesów. No chyba, że za sukces uznamy jakąś firmę-wydmuszkę, dajmy na to jakiś Amber Gold Recruitment, która weźmie kasę z pierwszej transzy i czmychnie szybko na Seszele.
Jaka przyszłość czeka Partnerstwa?
Entuzjazmu przy ogłaszaniu przetargów na aktywizację osób bezrobotnych nie widać ani w WUP-ach, ani w agencjach. WUP-y nie były zachwycone wynikami pilotażów, zaś agencje wystraszyły się ewentualnych konsekwencji finansowych za nieosiągnięcie wyznaczonych celów.
Moim zdaniem najbliższe kilkanaście miesięcy zdecydują, czy przetargi będą w kolejnych okresach rozpisywane, czy będzie to po prostu martwy zapis w ustawie. Wpływ na to będą miały przede wszystkim rezultaty osiągnięte przez agencje, ale nie te zapisane, konieczne do zrealizowania, tylko jakościowe. Jeśli okaże się, że miliony publicznych pieniędzy będą wydawane na nic nie wnoszące projekty, to sprawa zawiśnie w próżni. Szybko stanie się to kwestią polityczną i niejedna partia będzie chciała na likwidacji Partnerstw zdobyć parę punktów. Nie będzie to jednak wina agencji, tylko złych założeń przyjętych przez ministerstwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *